Etykiety

piątek, 29 listopada 2013

Co by tu...

No więc kolejny wpis. I tak mnie nikt nie czyta. Pewnie do czasu.

Sytuacja zmieniła się tak, że mój rodziciel zmarł. Miażdżyca ogólnoustrojowa. Jakoś musiałam się pogodzić z faktem, że straciłam ojca. Najważniejsze jest chyba to, że się nie męczył.

W mojej głowie od jakiegoś czasu tkwi ogromny chaos. Dalej ja i mój luby mamy problemy natury mieszkaniowo- finansowej. Obecnie mój chłopak postanowił zatrudnić się w zawodzie wyuczonym- gastronomik. Rzecz oczywista, ze względu na swój wiek, na razie jako kelner/ pomoc kuchenna. Dostał parę ofert, rzecz jasna, ale jak to on, nie skorzystał. Dostał nawet ofertę z Mc Donalds'a, a jakże. Też nie skorzystał. Wpadł mi więc do głowy pomysł- albo wyjazd za granicę, albo wyjazd. Nie żebym była jakimś potworem, łasym na pieniądze i mieszkanie. Po prostu mam dość. Dość wysłuchiwania docinek matki i siostry, że mój facet jest bezużyteczny i nie potrafi sobie pracy znaleźć, że ja zawsze trafiam na takich, co mnie wykorzystują i zostawiają na lodzie, no i że sama pracy nie szukam i jestem taka i owaka. Nie powiem, takie teksty potrafią doprowadzić człowieka do rozpaczy.
Chciałabym... naprawdę bym chciała. Marzę o szczęściu tak jak każdy. Chciałabym mieć swój kąt, najlepiej salon z sypialnią. Swój kąt, w którym mogłabym się babrać w jakichś robótkach ręcznych, typu tworzenie świec albo inny decupage, swoją drogą, zawsze o tym marzyłam, a nigdy nie miałam możliwości. Chciałabym mieć kogoś obok, kto będzie dla mnie wsparciem. Tyle, że w tym kraju i w mojej sytuacji, konieczna jest rozłąka. Żeby zarobić na marzenia. Na wynajem mieszkania, na samochód, na poszerzanie kwalifikacji lubego.

Pieniądz wyznacznikiem szczęścia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz